Norbert Grzybek

Jak stracić odporność psychiczną w 40 dni – anty poradnik dla menadżera

Zajmując się od kilku już lat zagadnieniami związanymi z budowaniem odporności psychicznej zastanawiałem się, jakie czynniki mogą wpływać na jej zdecydowane obniżenie. Mówiąc prościej jeśli można ją budować w określony sposób, to jakie czynniki mogą wpływać na jej obniżenie.

Nie mając innych możliwości badawczych użyłem siebie jako badanego obiektu. Mam świadomość, że bycie jednocześnie obiektem i badaczem zakłóca wynik badania, niemniej jednak, wnioski były dla mnie na tyle ciekawe, że postanowiłem je spisać i teraz właśnie się nimi dzielę  

Historia jest oparta na faktach. To osobiste studium przypadku i w stu procentach dotyczy tylko i wyłącznie doświadczeń autora, więc wszelkie podobieństwo do innych sytuacji lub osób, jest wyłącznie przypadkowe. Nie znaczy to jednak, że inni ludzie nie mogą reagować podobnie.

Hipoteza: skoro odporność można w określony sposób podnosić, to w określonych warunkach można ją też obniżyć

Potwierdziłem tę hipotezę w pełni. Wystarczyło 40 dni, aby z wysokiej odporności psychicznej zostały tylko wspomnienia. 

Jakie czynniki to spowodowały?
  1. Intensywność pracy 
  2. Brak czasu na odpoczynek
  3. Poziom ponoszonej odpowiedzialności
  4. Brak wsparcia od przełożonych
  5. Brak równości w traktowaniu pracowników
  6. Całkowity brak pozytywnego wzmacniania
  7. Poczucie, że przełożeni kontaktują się ze mną tylko wtedy, gdy chcą mi przekazań negatywną informację zwrotną
  8. Brak standardów pracy obowiązujących wszystkich pracowników
  9. Poczucie bycia wykorzystywanym przez przełożonych ze względu na duże zaangażowanie i demonstrowany profesjonalizm
  10. Brak poczucia spójności celu w działaniach poszczególnych jednostek organizacyjnych 

Dodatkowo uświadomiłem sobie, że z blanchard’owskiego poziomu R4 spadłem na R2. Profesjonalne kompetencje i pewność siebie została, ale poziom motywacji spadł mi do niemalże jedności. Chciałem po porostu przetrwać do końca kontraktu, co i tak mi się nie udało. Wypowiedziałem go. Z planowanych 72 dni przepracowałem tylko 60.

Jak widać na ten spadek odporności złożyły się głównie czynniki zewnętrzne. Przyjrzyjmy się im dokładniej

  1. Zaciągnąłem się …. Nie, nie na Herbaciany Kliper. Na wakacyjną pracę w jednej z wielu mazurskich szkół żeglarstwa. Sześć 12 dniowych turnusów, podczas których moim zadaniem było zaszczepić młodzieży w wieku pomiędzy 14 a 18 rokiem życia, pasję do żagli, nauczyć, jak bezpiecznie prowadzić jacht żaglowy, a chętnych przygotować do egzaminu na patent żeglarza jachtowego. Merytorycznie byłem do tego doskonale przygotowany. Robiłem to już wiele razy. Pływam od dziecka, a pierwsze szkolenia dla dorosłych prowadziłem w wieku lat 14. 6 do 8 godzin zajęć na wodzie, wykłady z teorii, organizowanie młodzieży zajęć w tak zwanym czasie wolnym, dbanie o porządek w domkach, kontrolowanie ciszy nocnej, uzupełnianie kuratoryjnych dzienników zajęć, i wiele innych codziennych czynności. Dzień zaczynał się o 6:30, a kończył tuż po północy, gdy mieliśmy przekonanie, że młodzież zasnęła.
  2. Pomiędzy turnusami nie było żadnej przerwy. W dniu zmiany turnusów, autokar przywoził nowych kursantów, a z powrotem zabierał młodzież, której turnus właśnie się skończył. Był więc to czas, gdy na obozie przebywały dwa turnusy. Zaraz po pojawieniu się nowych kursantów wracaliśmy do pracy dydaktyczno-wychowawczej. Jeśli ktoś oglądał „Dzień Świstaka”, to czułem się jak główny bohater tego filmu. Z tym, że nie powtarzałem ostatniej doby, tylko poprzednie 12 dni. Sześćdziesiąt dni pracy bez dnia przerwy…
  3. Instruktor na jachcie ponosi pełną odpowiedzialność za życie i zdrowie załogi (za sprzęt też, ale tutaj miałem wsparcie, wykupionej na wszelki wypadek, żeglarskiej polisy OC). A biorąc pod uwagę, że to kursy dla młodzieży, to za swoją piątkę, którą miałem wpisaną na stan, odpowiadałem głową przez 24 godziny na dobę. Podkreślam, była to młodzież. Obozy były stacjonarne, to znaczy, mieszkaliśmy w domkach letniskowych. Sen trzeba było mieć lekki i czujny żeby, paradoksalnie, móc „spać spokojnie”.

Zatrzymajmy się tutaj na chwilę. Te trzy opisane czynniki są wprawdzie zewnętrzne, ale podejmując tę pracę zdawałem sobie sprawę z ich istnienia. Nie były one dla mnie zaskoczeniem. To wszystko jest wpisane w charakter pracy instruktora pływającego z młodzieżą. No, może poza tymi dwoma turnusami w jednym czasie na obozie. Tutaj dałem się trochę zaskoczyć. Wyszedłem z założenia, bazując na wcześniejszych doświadczeniach, że najpierw młodzież zostanie odebrana, a dopiero później przywieziona, co dawałoby około 10 godzin przerwy. Że niby niedużo…? W tych warunkach to byłoby bardzo dużo … :). 

4 – 10.  Muszę dodać ważną rzecz. Mój bezpośredni przełożony, nazwijmy go Komandorem, robił co mógł, umiał i potrafił. Od niego dostawałem wsparcie na miarę jego możliwości. Przyjaźnimy się do dzisiaj.

Natomiast był jeszcze Kierownik Zgrupowania, który, z mojego subiektywnego punktu widzenia, robił wszystko, aby mnie do pracy zrazić. Nie tylko nie wspierał, ale wręcz powodował swoimi decyzjami, że czułem się instruktorem drugiej kategorii, gdyż on, w sposób jawny, na każdym kroku pokazywał, że traktuje kadrę podobozu żeglarskiego, jako zasobnik siły roboczej, która oprócz swoich codziennych obowiązków ma świadczyć usługi  innym podobozom. 

Jeśli pokazałeś, że jesteś dobry i zaangażowany to znaczy, że możesz robić jeszcze więcej. Tego od ciebie oczekujemy, bo nie możemy tego oczekiwać od pracowników, którzy nie maja takich kompetencji i twojego zaangażowania – prawda że logiczne? 

A co w zamian? Ciesz się, że możesz dla nas pracować. Na twoje miejsce jest wielu chętnych…

Kierownik potrafił przyjść na keje tylko po to, aby wynajdywać i komentować popełnianie przez instruktorów, podczas szkolenia, błędy. Nie hamował się przed udzielaniem negatywnej (ok niech będzie korygującej) informacji zwrotnej w obecności kursantów i innych instruktorów. Fatalny sposób na budowanie autorytetu zarówno osobistego, jak i nas instruktorów w oczach dzieciaków. 

Żadnego „dobrego słowa” dotyczącego mojej pracy przez 60 dni od Kierownika nie usłyszałem. Chcąc zachować drogę służbową niejednokrotnie informowałem o swoich odczuciach i potrzebach mojego Komandora. On jednak tylko rozkładał ręce, jedyne co osiągałem, to możliwość wygadania się. 

Jak te czynniki wpłynęły na moja odporność psychiczną?

Przede wszystkim dotknęły one dwóch obszarów: zaangażowania i podejścia do wyzwań. 

Na początku współpracy pokazywałem maksymalne zaangażowanie, byłem bardzo otwarty na  nowe działania i obowiązki. Takie jest żeglarstwo po prostu. Jak taki jestem. Jak coś zaczynam rozbić, szczególnie, gdy jest to moja pasją, to nie trzeba mnie dodatkowo motywować. Jest problem, to zaraz pojawia się rozwiązanie. Wynika to z poczucia kontroli, bo wierzę, że poprzez zmianę konkretnych zachowań mogę zmieniać to, co jest w zakresie mojego wpływu. Dodatkowo jeszcze wysoka pewność siebie, wynikająca z doświadczenia zarówno pedagogicznego jak i żeglarskiego, pozwoliła mi na zbudowanie wysokiej wiary we własne umiejętności. Byłem profesjonalny, otwarty, zmotywowany i efektywny. Taka była moja oferta dla pracodawcy.

Jak było po 40, przełomowym dniu?

Zaangażowanie i podejście do wyzwań spadło, prawie zanikło. Ja się po prostu zacząłem niemalże ukrywać, po to, by nie zostać obarczony jakimś kolejnym genialnym pomysłem do realizowania. Szedłem na zajęcia, prowadziłem je najlepiej jak potrafię i to było na tyle jeśli chodzi o zaangażowanie. To ukrywanie miało jeszcze jeden cel, przynajmniej tak to widzę z perspektywy kilku już lat. Czułem, że nie potrafię utrzymać na wodzy emocji i drobna nawet różnica zdań pomiędzy mną, a Kierownikiem zakończy się awanturą na miarę homeryckiej Iliady niemalże. Zarządzanie emocjami, czyli obszar związany z poczuciem kontroli w modelu odporności psychicznej też więc uległ redukcji. Wpłynęło to zapewne na poziom pewności siebie w relacjach interpersonalnych. Pewności siebie mierzonej umiejętnością osiągania celów w komunikacji i poprze nią. 

Co mi zostało? Wiara we własne umiejętności, niezachwianie wysoka i trzymanie się poczucia wpływu na własne życie. Z tym, że w dość przewrotnej formie – jakie działania podejmować by przetrwać do końca kontraktu. I żeby zachować najwyższą jakość pracy z młodzieżą na wodzie.

Patrzenie na siebie w tej sytuacji z perspektywy zdysocjowanego obserwatora było czasem zabawne, a czasem straszne. Odnajdywałem w sobie zachowania i myśli od dawna nie widziane. Wiele się nauczyłem …

Wnioski:

  1. To nie szkoła żeglarstwa, którą wybrałem była zła. Ona jest dobra, pracujący w niej instruktorzy bardzo dobrze szkolą młodzież. Ja się po prostu w ich standardach nie odnalazłem. I to dobrze. Nie z każdym w życiu mi po drodze. Nie mam powodu, aby rezygnować z własnych standardów i oczekiwań.
  2. W sytuacjach, gdy praca ma charakter bardzo intensywny i jest obarczona dużą odpowiedzialnością, nawet osoby z wysoką odpornością psychiczną potrzebują wsparcia od swoich przełożonych
  3. W tych samych sytuacjach, osoby o niższej odporności psychicznej, mądrego, przemyślanego wspierania od przełożonych, potrzebują stale
  4. Nie da się przepracować 60 dni bez przerwy, w taki sposób, by nie wpłynęło to na poziom odporności psychicznej (ależ odkrycie).
  5. Poznanie potrzeb, oczekiwań pracownika jest niezbędne do tego, aby móc nim efektywnie zarządzać.
  6. Odporność psychiczna jest cechą, która w określonych warunkach może ulegać zmianie zarówno w górę jak i w dół.
  7. Świadomość własnej odporności i czynników ją budujących ułatwi przetrwanie nawet w niekorzystnych warunkach
  8. Ludzie przychodzą do firm, a odchodzą od menadżerów, bo czują się źle zarządzania
  9. Przełożeni mają ogromny wpływ na kształtowanie się poziomu odporności psychicznej w organizacji
  10. Powinni oni jednak najpierw zadbać o własna odporność psychiczną i nią się zająć, zanim będą mogli podejmować świadome działania kształtujące pożądana odporność u ich podwładnych (to tak jak w samolocie, gdy wypadną maseczki tlenowe, najpierw zadbaj o siebie, załóż ja na twarz a dopiero później pomagaj innym, którym to się nie udało, albo za których czujesz się odpowiedzialny).

Na szczęście po powrocie do domu poziom odporności psychicznej szybko mi się odbudował do standardowego.

Dalej w wakacje można mnie spotkać na Mazurach, pływającego z młodzieżą i dorosłymi, ale już w innej szkole żeglarstwa w której czuję się bardzo dobrze zarządzany. Czuje się dla nich cennym zasobem a nie nic nie znaczącym trybikiem. Ba, co więcej, oni mi o tym prosto w oczy mówią …

Jestem cennym i zaangażowanym zasobem gdy jestem dobrze zarządzany, czego Szanownemu Czytelnikowi również życzę :).